F

Na koniec... raczej na początek

Każdy z nas jest pi­sarzem i na­pisze tyl­ko jed­na idealną książkę. Co dzień tworzy no­wy roz­dział. Bo­hater przeżywa wiele przygód, spo­tyka set­ki osób. Ak­cja toczy się od poczęcia po samą śmierć. Ty decydujesz co dzieje się w trakcie.
Pięć Królestw to grupowy blog opowiadający historie pięciu narodów żyjących na pięknych terenach kontynentu Amazji. Dołączając wcielasz się w średniowiecznego mieszkańca tego tajemniczego świata. Przygoda czeka na każdym kroku.
Aby dołączyć musisz:
1) przeczytać regulamin
2) wysłać formularz
3) wysłać pierwsze opowiadanie
4) wstawić baner 5K w dowolnym miejscu
Więcej w zakładce Formularz.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turnieje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turnieje. Pokaż wszystkie posty

8 stycznia 2016

Wyniki Turnieju

Ogłaszam, że Świąteczny Turniej Pięciu Królestw dobiegł końca.
Serdecznie gratuluję zajęcia pierwszego miejsca

Namidzie Ferrars
(K.Armonii)

której opowiadanie dostało większą ilość punktów, wynoszącą 11 głosów.
Drugie miejsce zajął Gabriel Vint (K.Aire'a) z wynikiem 9 głosów.
Trzecie miejsce nie zostało przyznane ze względu na dyskwalifikację ostatniej zawodniczki.

Nagrody zostały dodane do waszych Przedmiotów w zakładce "Waluta i Przedmioty".

GRATULUJEMY WSZYSTKIM UCZESTNIKOM
i zapraszamy na kolejne turnieje!

1 stycznia 2016

T-I

Daenerys zostaje zdyskwalifikowana z Turnieju.

powód:
nie dotrzymanie terminu wysłania pracy

Opowiadanie Turniejowe - Gabriel

Wkładając kolczugę, zastanawiałem się, czy aby nie popełniłem błędu. Co strzeliło mi do głowy, żeby brać udział w turnieju? I to jeszcze turnieju wszystkich Pięciu Królestw? Nie odczuwałem zwykle potrzeby rywalizacji, chciałem jedynie się wyżyć. Sądziłem też, że nie przejdę nawet eliminacji. Nie zdawałem sobie sprawy ze swoich umiejętności; nie obawiałem się o swoje własne życie i w potyczkach potrafiłem odnaleźć spokój, którego nie umiałem osiągnąć w służbie.
Do boku przypasałem swój ciężki, dwuręczny miecz, wcześniej okręciwszy rękojeść konopnym sznurem - stary był już mocno wytarty. Oprócz kolczugi i skórzanych ochraniaczy na przedramionach i łydkach, nie nosiłem ani kawałka zbroi. Nigdy jej nie miałem i nie odczuwałem takiej potrzeby. Zwykle jedynie utrudniała mi poruszanie się, a i tak moi przeciwnicy często okazywali się szybsi ode mnie. Moim atutem była siła, technika i wytrzymałość.
Na końcu związałem włosy rzemieniem i opadłem na przygotowane przez zamkową służbę krzesło. Kiedy przeszedłem do finału, „dostałem” swój namiot, a nawet służącego do pomocy. Od razu go odprawiłem. Nie pogardziłem jednak karafką wody i wyżywieniem.
W myślach powtarzałem ciosy, uniki, zwody i figury szermiercze, choć wiedziałem, że wyryte są tak głęboko w mojej pamięci, jakbym już się z nimi urodził. Z zamyślenia wyrwał mnie głos mojego kumpla, Davida.
- Mogę wejść? – jego stłumiony głos dobiegł zza materiału zasłaniającego wejście.
- Jasne – David wpadł do środka razem z promieniami słońca, znajomy i przyjacielski. Wyglądał na lekko zagubionego na tle żółtych ścian namiotu.
- Nieźle się urządziłeś, co nie, Gabe? Masz szansę na chwałę, sławę, kasę… Dziewczyny padną ci do stóp za sam udział w finale! – ekscytował się.
- Wiesz dobrze, że nie zależy mi na tym wszystkim. To wszystko stało się przez przypadek, bez planowania, bez treningu, zresztą –
- A jednak stoisz tutaj, w namiocie finalisty, czekając na herolda wzywającego twoje imię – przerwał, szczerząc zęby. – Gdzie twoja złota zbroja, szlachetny rycerzu?
- Och, proszę – żachnąłem się. – Wiesz dobrze, że czuję się nieswojo. Nie jestem w nastroju do żartów. Z jednym przeciwnikiem już walczyłem, dzisiaj odbędzie się ostatnia walka – Tak naprawdę czułem jednak narastające napięcie, nastrój jaki zawsze ogarniał mnie przed walką. Podekscytowanie.
David miał już coś odpowiedzieć, kiedy rozbrzmiały turniejowe fanfary.
- A teraz Gabriel Vint z Królestwa Aire zmierzy się z Namidą Ferrars z Królestwa Armonii! – zaanonsował herold donośnym głosem.
- Powodzenia, stary – z powagą pożegnał mnie David.
W ramach podziękowania skinąłem głową i innym wyjściem niż wszedł mój kompan, wymaszerowałem na zalany światłem plac. Dzień był mroźny, ale srebrne promienie słońca w zenicie wdzierały się w każdy kąt, oświetlając dokładnie miejsce walki.
Moją przeciwniczką była młoda, ciemnowłosa dziewczyna. Jej wygląd zdradzał azjatyckie korzenie. Zamiast tradycyjnego miecza trzymała katanę, co zdarzało się rzadko, ale było dozwolone według zasad turnieju. Miała dopasowane strój do walki i włosy związane w wysoką kitkę. Tak samo jak ja ją, lustrowała mnie wzrokiem. Ocenialiśmy siebie nawzajem.
Czekaliśmy na sygnał. Kiedy rozbrzmiał gong, ukłoniliśmy się sobie, po czym zaczęliśmy się okrążać. Pomyślałem, że dziewczyna ma zapewne zupełni inny styl i technikę niż ja. Była drobna, ale mięśnie na ramionach zdradzały siłę.
W pewnym momencie doskoczyliśmy do siebie i skrzyżowaliśmy klingi. Myślałem, ze będzie szybsza i zwinniejsza ode mnie. Okazało się jednak, że oboje utrzymujemy podobne tempo. Cięła mocno i krótko, nie tracąc siły. Była bardzo czujna. Wymienialiśmy serie przemyślanych i instynktownych ciosów. Wkrótce stało się jasne, że nasz pojedynek będzie pojedynkiem sił. Kto okaże się mocniejszy? Po kilkunastu minutach nadszedł rozstrzygający moment. Uderzyłem z półobrotu, a ona zablokowała mój cios zakrzywioną klingą. Ostrza zakleszczyły się, a wynik zależał od tego, kto pierwszy ustąpi. Komu pierwszemu uda się wytrącić przeciwnikowi broń.
W końcu pojedynek zakończył się, a herold ogłosił:
- Zwycięzcą zostaje…

Opowiadanie Turniejowe - Namida

Niedługo zaczyna się Turniej, a ja nadal nie dotarłam na miejsce. Miałam lekkie opóźnienie, więc wyruszyłam dopiero wczoraj. Już od dwóch dni powinnam być na miejscu i trenować. To źle wróży.
Właśnie było południe. Niedawno przekroczyłam granicę Królestwa Aqua'y. Rozbiłam niewielkie obozowisko, aby chwilę odpocząć w cieniu drzew. Cały czas wiał silny wiatr, dlatego założyłam grubszy płaszcz, a Arię zaopatrzyłam w ciepłą derkę. Siedziałam na niewielkim wzniesieniu, więc miałam widok na całą dolinę. Miasto było położone nad wodą i sprawiało wrażenie, jakby na niej dryfowało.
Nigdy tutaj nie byłam, ale słyszałam, że jest to kraj wiecznego śniegu. Opatuliłam się mocniej płaszczem, kiedy wiatr przybrał na sile. Westchnęłam. W taką pogodę ciężko będzie walczyć.
Wstałam rozcierając ręce i podeszłam do mojej klaczy.
- Musimy jechać dalej - powiedziałam i osiodłałam ją.
Ruszyłyśmy galopem w dół doliny - w kierunku miasta i pola turniejowego.

Na miejsce dotarłam po jakiś piętnastu minutach. Aria zwolniła do stepa. Biały puch strawił, że nie było słychać stukania jej kopyt.
Rozejrzałam się dookoła. Wszystko było już gotowe. Namioty rozstawione i oznaczone odpowiednimi symbolami królestw. Pole walki wydeptane i otoczone trybunami.
Byłam zbyt zmęczona, aby teraz to wszystko obejrzeć, więc udałam się od razu do wyznaczonego dla mnie namiotu.

Moja zbroja i katana były już na miejscu, ustawione w lewym rogu namiotu. W prawym zaś, znajdowała się leżanka z oparciem, stół oraz krzesło.
Podeszłam do broni. Dowiedziałam się, że poprzedniego dnia Zbrojmistrz obejrzał i zbroję i miecz. Nie stwierdził żadnych uszkodzeń, jednak sama wolałam się upewnić. Zaczęłam wszystko dokładnie przeglądać w poszukiwaniu choćby najmniejszego defektu. Takowego na szczęście nie znalazłam.
Odpoczęłam może z godzinę, po czym udałam się na plac treningowy. Wzięłam swoją katanę.
Obróciłam parę razy katanę w dłoni, aby sprawdzić jej wyważenie. Zrobiłam parę wypadów w przód, ciosów z góry, uników i blokadę. Postanowiłam też poćwiczyć jedną ze swoich sztuczek. Gdy dojdzie jutro do walki, chcę grać wszystkimi kartami, jakie posiadam. Liczę na to, że zaskoczę przeciwników. Nawet chwilowe zaskoczenie może zadziałać na moją korzyść.
Ćwiczyłam do zachodu słońca. Do namiotu wróciłam wyczerpana i z bolącymi mięśniami. Przed snem sprawdziłam jeszcze, czy z Arię wszystko w porządku.
Spać położyłam się wcześnie, aby na jutrzejszy dzień mieć siły. Nie poddam się łatwo. Może mi się nie udać, ale będę walczyła tak, aby wygrać. Nie poddam się łatwo.

Następnego dnia, niedługo po wschodzie słońca, słychać dało się trąby. Wstałam z leżanki i przeciągnęłam się. Na stole stał dzbanek z wodą oraz talerz z jedzeniem, znaczy, że ktoś tu był podczas mojego snu. Nie podobało mi się to, aby nie mogłam na to poradzić. Takie zasady.
Poprosiłam jednego ze służących, aby pomógł mi założyć zbroję. Katanę wzięłam do ręki i udałam się na plac główny, gdzie miał się odbyć Turniej.
Byli już tam pozostali zawodnicy. Trybuny zaś, były wypełnione po brzegi. Wręcz brakowało miejsc. Władcy Pięciu Królestw siedzieli na oddzielnym podeście na prowizorycznych tronach. Obok nich, trochę niżej stał herold, który zaczął tradycyjną przemowę przed rozpoczęciem Turnieju:
- Ludu Aqua'ty! Dziś odbędzie się Turniej Pięciu Królestw! Do finału dostało się trzech wojowników! Daenerys Fuenga z królestwa Fuego'a! Gabriel Vint z królestwa Aire'a oraz Namida Ferrars z królestwa Armonii!

Rozpoczęcie zakończyło się, a walka miała się zacząć za jakieś dziesięć- piętnaście minut. Jak się okazało, mieliśmy walczyć wszyscy na raz. Nie zapowiadało się to dobrze, ponieważ trzeba mieć większą czujność. Gdy będziesz walczyć z jednym, drugi może cię podejść od tyłu.
Nie panikuj Namida. Dasz radę. Uda ci się - powiedziałam  siebie i udałam się na pole. Zaraz miał się zacząć pojedynek....

15 grudnia 2015

Wyniki półfinału Świątecznego Turnieju

Wyniki półfinału

Dyscyplina
walka na miecze

 Siła  Szybkość  Zwinność  Czujność  Wytrzymałość 
 Walka na miecze XXX

Gabriel - 65pkt
Sygna - 60pkt
Liliana - 55pkt
Namida - 65pkt
Daenerys - 135pkt

Do finału przechodzą: Daenerys, Namida, Gabriel
Gratulacje!

Macie czas do 27.12 na oddanie opowiadań konkursowych


Dla tych, którzy nie widzą:

Konkurs ogólny
Dyscyplina specjalna, czyli walka konna z użyciem kopii. Odbywa się równolegle do normalnego konkursu, ale nie ma na niego wpływu. Tu liczy się tylko to czy doślesz opowiadanie. Każdy może brać w nim udział bez względu na statystyki. Wystarczy tylko napisać opowiadanie na min. 50 zdań, a dostanie się 50 pt. Najlepsze opowiadanie dostanie kolejne 25 pt (w sumie 75).
Opowiadanie ma być o starciu z dowolną osobą (może być wymyślona) w potyczce na kopie. W opowiadaniu można podać kto wygrał pojedynek.
(jako że trwa świąteczny turniej, dodatkowe punkty będziemy dodawać również za akcenty tematyczne)

13 grudnia 2015

Opowiadanie Turniejowe - Ruth

Od dziecka uwielbiałam śnieg i wszystko co jest z nim związane. Niektórzy ludzie, mieszkający w południowej Amazjii i na święta przyjeżdżają do Aqua'y sądzą, że śnieg zalega u nas przez cały rok. W rzeczywistości, pojawia się tylko na cztery miesiące w roku, choć często, jest to dla nas najtrudniejszy okres. Zima jest u nas intensywniejsza. Drogi są zasypywane, a rzeki zamarzają. Transport jest utrudniony, choć nie niemożliwy.
Lubiłam śnieg, a tamtej nocy, spadły pierwsze płatki. Gdy rano razem z Akcentem ruszyliśmy w stronę pola turniejowego, ziemię pokrywała świeża warstwa zimnego puchu. Oddech zamieniał się w parę na mroźnym powietrzu. Wiatr przedzierał się przez specjalnie ocieplane ubrania, wdzierał się do płuc. Słońce dopiero zaczynało wschodzić. Było cudownie. Magicznie. Żałowałam jedynie, że nie każdy potrafi dostrzec piękno zimowego Królestwa. Zwłaszcza ludzie z południa byli zamknięci na inny sposób widzenia.
Turniej został urządzony na świeżym powietrzu, by więcej ludzi miało możliwość przyglądania się pojedynkom. Namioty dla uczestników rozstawione były na wielkiej polanie, blisko głównej areny. Każdy w kolorach swojego Królestwa, wyposażone we wszystko, czego potrzebowaliby walczący.
Uwiązałam Akcenta i ruszyłam wzdłuż namiotów sprawdzając, czy aby na pewno wszystko jest na swoim miejscu. Musiało być idealnie. Pierwszy organizowany przeze mnie Turniej musiał być doskonały. Dopięty na ostatni guzik. Żadnych niespodzianek. Żadnych nieprzewidzianych zgonów.
Weszłam do jednego z namiotów - żółtego na cześć Aire'a, ciesząc się, że zawodnicy dotrą na miejsce najwcześniej za dwa dni. Usiadłam na pryczy, przyglądając się wszystkiemu. Namiot mimo że taki sam jak dwa pozostałe, był przesiąknięty energią Airijczyków. Nie miałam pojęcia, na czym polegała ta zmiana, jednak siedząc w tym namiocie, nie mogłam przestać myśleć o Aronie i Mattiasie. O ich więzi, mimo dzielących ich różnic. Nie mogłam przestać myśleć o tym, że to mogłam być ja.
Pod jedną ze ścian namiotu, wsparte na trójnogu stały miecze ćwiczebne. Każdy z zawodników, musiał mieć swój do walki, jednak musieli również jakoś trenować podczas pobytu w Królestwie.
Wzięłam jeden do ręki. Ostrze gładko wysunęło się z pochwy, połyskując w świetle wstającego słońca.
"Od jak dawna nie ćwiczyłam?" spytałam samą siebie. Nie byłam pewna, jednak przypuszczałam, że tak jak wszystko inne w moim życiu, ćwiczenia zakończyły się wraz z odejściem Jego. Zamachnęłam się, przecinając powietrze. Czy wciąż potrafiłam walczyć? Czy wciąż jeszcze chciałam walczyć?
Cicho niczym zakradający się kot, do namiotu wszedł Eric. Ocieplany płaszcz w kolorach Aqua'y jeszcze bardziej podkreślał jego urodę. Mężczyzna był starszy ode mnie i nie wychowywał się na zamku, a z każdym dniem coraz bardziej przypominał idealnego kandydata na następce tronu. Syna, o którym marzył mój ojciec. Był bardziej królewski niż ja. Bardziej żywy. Gdy się na niego patrzyło, wiedziało się, że temu człowiekowi można zaufać. Nie zdradzi sekretów, nie będzie pochopnie osądzał. Gdy patrzyło się na mnie, nie było się do końca pewnym, czy w ogóle rozumiem, co się do mnie mówi.
Wsunęłam miecz z powrotem do pochwy.
- Wszystko wygląda jak należy. Czy są jakieś wieści?
Eric skinął głową, przypatrując mi się uważnie. Nie znosiłam, kiedy to robił. Kiedy próbował wyczuć mój nastrój.
- Otrzymaliśmy listy z Armonii, Aire'a i Tierra'y z potwierdzeniem przybycia na Turniej. Fuego'a dalej milczy.
Anna, Lyrinn i nowy władca Aire'a byli już w drodze. Wciąż nie wiedziałam, co myśleć o Królu Sawyerze. Nikt nic o nim nie wiedział. Pojawił się znikąd. A znając Annę, gdy tylko go spotka, zacznie o wszystko wypytywać. Lubiła czuć, że ma nad nami przewagę. Lubiła wiedzieć o nas wszystko.
Zerknęłam na Erica uświadamiając sobie, że jego też czeka długa rozmowa z księżniczką.
Najbardziej martwiła mnie jednak sytuacja Fuego'a. Od kilku tygodni nie mieliśmy stamtąd żadnych informacji. Żadnych odpowiedzi na wysłane listy. Informatorzy nic nie wiedzieli. Wiedziałam, że Meridaah mnie nie lubi, jednak odseparowywanie od siebie królestw było skrajnie niepoważne.
Wyszliśmy na zewnątrz, sprawdzając kolejne namioty, pole turniejowe i ćwiczebne, podest z miejscami dla władców. Wszystko zdawało się być na swoim miejscu. Idealne.
- Będą walczy na raz. Zapewni to większe widowisko. Nie będzie wiadomo, na kogo przede wszystkim patrzeć. Czytałem, że walki na miecze często bardzo się przeciągają, przez co widownia szybko zaczyna się nudzić.
Przytaknęłam głową, próbując sobie to wszystko wyobrazić. Tłum ludzi. Unoszący się wszędzie wokół zapach jedzenia. Muzyka. Nagle zaczęłam myśleć, że organizowanie tego, było błędem.
- Po ogłoszeniu wyników rozpocznie się wielka uczta. Tańce - ciągnął Eric.
- Będą władcy innych Królestw. Trzeba pamiętać, żeby przestrzegać wyłącznie ich tradycji. Żadnych ofiar dla Nieba. Przynajmniej nie przy wszystkich. Niech ludzie robią co muszą w zaciszu swoich domów.
To była najgorsza część każdego spotkania z innymi władcami. Udawanie, że przyjęliśmy ich tradycje i zapomnieliśmy o naszych - "pogańskich". Nie chciałam tego. Każdy powinien mieć prawo wierzyć w to, co chce. Zwłaszcza, że duchy Głębin były starsze, niż fałszywy Bóg Armonijczyków. Wiedziałam jednak, do czego mogłoby doprowadzić ujawnienie. Do wojny.
- Zostały dwa dni - westchnęłam patrząc, jak służba rozkłada na polu kolejne namioty.

12 grudnia 2015

Wyniki losowania w Eliminacjach

Oto wyniki losowania przeprowadzonego podczas
eliminacji
czyli pierwszego etapu Świątecznego Turnieju!

Nagrody i ich zwycięzcy
ZŁOTĄ CHUSTĘ oraz awans do półfinałów otrzymują...
Gabriel Vint 
Sygna Cuttlefish
Liliana Księżyc
Namida Ferras 
Daenerys Fuegena

Pozostałe nagrody
Cirilla Riannon - Pancerz dla Konia
Ferraria De'Avalon - Zestaw Eliksirów
Lena Malbourne - Mocny Miecz
Winter Walker - 100pt
Veronica Edwards - 100pt

Nagrody losowała ta strona.

GRATULUJEMY WYGRANYM!
I przypominamy, że wciąż każdy może wciąż udział w Konkursie ogólnym.

W najbliższym czasie (maksymalnie do 17.12) pojawią się wprowadzające opowiadania od władców.
Następnie zostaną ogłoszone wyniki półfinału.
Nagrody: 3x awans do finału, 2x 60pt + Ozdobna Tarcza

11 grudnia 2015

Koniec zgłoszeń na Turniej

Koniec przyjmowania zgłoszeń na Świąteczny Turniej!
Jutro podamy wyniki losowania.

Zgłoszone osoby:
Liliana, Sygna, Veronica, Winter, Namida, Lena, Ferraria, Gabriel, Daenerys, Cirilla

W puli nagród:
5x Złota Chusta, Pancerz dla Konia, Mocny Miecz, Zestaw Eliksirów, 2x100pt

5 grudnia 2015

Świąteczny Turniej Pięciu Królestw



*odgłosy trąb*
*werble*
*okrzyki tłumu*

MAMY ZASZCZYT OGŁOSIĆ

ŚWIĄTECZNY 
TURNIEJ 
PIĘCIU KRÓLESTW


Nagrody Główne
miejsce 1. zostanie autorem na blogu + Boże Błogosławieństwo + 100pt
miejsce 2. Eliksir Przemiany + 100pt
miejsce 3. zwiększenie rangi + 80pt
reszta nagród to rzeczy ze sklepu i dodatkowe pt
---
W losowaniu bierze udział 5 ZC - do półfinału może zakwalifikować się 5 osób!
Każdy uczestnik turnieju, otrzymuje nagrodę :)
W turnieju nie liczą się statystyki koni.
Dyscypliną Turnieju jest Walka na miecze.

 Siła  Szybkość  Zwinność  Czujność  Wytrzymałość 
 Walka na miecze XXX

Każdy może również wziąć udział w Konkursie ogólnym!
Przypominamy, że jeśli ktoś nie zna zasad turnieju, to zapraszamy to zakładki "Turnieje".
---
W przeciwieństwie do poprzedniego turnieju, finał poprzedzony będzie opowiadaniem przewodnim (jednym lub kilkoma) napisanym przez władców.
---
ZGŁASZAJCIE SIĘ W KOMENTARZACH POD TYM POSTEM
podając imię swojej postaci i napis "Zgłaszam się"
Zgłoszenia przyjmowane będą do 11.12
12.12 losowanie i półfinał

17 września 2015

WYNIKI TURNIEJU

Ogłaszam, że Pierwszy Turniej Pięciu Królestw dobiegł końca z następującymi wynikami. 
Serdecznie gratuluję zajęcia pierwszego miejsca 

Cirilli Riannon
(K. Armonii)

której opowiadanie dostało największą ilość punktów wynoszącą 46 głosów.
Drugie miejsca zajmuje Zefir Lazaro (K. Aire'a) z wynikiem 31 głosów.
Trzecie zaś ląduje do Elisabeth Black (K. Tierra'y) z 7 głosami.
~Nie wiem jak to możliwe, że na około 50 będących na blogu głosowało 80, ale dobra~

Nagrody zostały już dodane do waszych Przedmiotów. została również zaktualizowana zakładka "Turnieje". 

GRATULUJEMY WSZYSTKIM UCZETNIKOM
i zapraszamy na kolejne turnieje!

9 września 2015

Finał pierwszego turnieju Pięciu Królestw

Rozpoczął się finał pierwszego turnieju Pięciu Królestw!

Już od teraz do 16.09 możecie głosować na najlepsze opowiadanie!

Powodzenia dla uczestników!
Opowiadanie Cirilli
Opowiadanie Eliabeth
Opowiadanie Zefira

Opowiadanie turniejowe - Zefir

<Informacja do czytelników na samym dole, PO przeczytaniu (Hehe, powodzenia xD)>
- Jak zawsze w szczytowej formie, co?
Głos magi wyrwał mnie z odrętwiałego zamyślenia. Spojrzałem w kierunku otwartego wejścia do namiotu, przez które nagle wpuściła chłodny dzisiaj wiatr. Wiatr, który mógł zadecydować o potoczeniu się losów finału. Nie zamierzali tego odkładać, traktując go jak dodatkową przeszkodę między strzelcem a tarczą. Najprawdopodobniej po prostu nieznacznie zbliżą cel, w nadziei, że i tak zrywy zmniejszą celność o przynajmniej 30%.
W środki paliła się tylko jedna świeca, jednak postać magi nadal była tylko smukłym cienistym kształtem o słabych konturach na tle ścieżki głównej przy kwaterach zawodników, innych namiotów, części drewnianych trybun i żywych zielonych łąk, targanych podmuchami wiatru. Wszystko to grzało się w popołudniowym słońcu.
Było około godziny 13:00, jeśli się nie myliłem. Eliminacyjne zawody myśliwskie skończyły się jakieś pół godziny temu. Liczyła się w nich nie tylko skuteczność strzelecka. Wypuszczone zwierzęta na dużym polu otoczonym magiczną były szybkie, spłoszone, dobrze ukryte, zdjęte strachem przed śmiercią. Liczyły się ciche kroki, bystre zmysły i łud szczęścia w losowaniu. Przechodził każdy, kto upolował trzy z czterech wyznaczonych zwierząt w jak najkrótszym czasie.
Zefir wylosował szarzacze ucho. Zające były wyjątkowo spłoszone i szybkie.
Chwilę potem przyłapałem się na tym, że w zamyśleniu zawiesiłem wzrok na piersiach magi, co zwróciła mi uwagę głośnym chrząknięciem. Uniosłem wzrok.
- Taki fach - odparłem - Jeśli choć w małym stopniu to zaniedbam, stracę reputację.
Odpowiedziała mi drwiącym śmiechem, wciąż przypominając mi, jak bardzo mnie drażni. Rozpiąłem kaftan.
- Jesteś, jak zwykle wiernie oddany pracy. Zabijanie sprawia ci pewnie wiele satysfakcji, prawda?
- Nie wiem o czym mówisz - rzekłem szybko - Jestem tylko całkiem doinformowanym informatorem.
Uśmiech zniknął z jej twarzy. Weszła w głąb namiotu, gdy ja ściągałem z siebie wiązaną koszulę. Kątem oka zauważyłem jej baczne spojrzenie.
- A Roland? - zapytała podejrzliwie - Daniel? Roth?
Były to imiona moich alter ego, moich masek, tych, którzy siali terror w moim imieniu, którzy kryli Zefira pod płaszczem kłamstwa i obłudy przed strażami. Wiele lat starałem się utrzymać ten zakłamany styl życia, po kilku już opanowałem tą sztukę do absolutnej perfekcji. Byłem z siebie dumny.
- Zefir - rzekłem wyzywająco, kłaniając się niedbale - Zefir Lazare.
Oszukując wciąż wszystkich dookoła powoli zatracałem się w swoim własnym kłamstwie, gubiąc to, co jest ważne. Czasami zapominałem o moim prawdziwym nazwisku - czystym i uczciwym... A przynajmniej czystrza i uczciwsza niż moje fałszywe przebrania.
- Sądzisz, że jeżeli zrobisz coś, co robiłby uczciwy człowiek, uciekniesz od...
- Nie - przerwałem jej. Wcale tak nie myślałem.
- Zefir - położyła dłonie na moich nagich ramionach pokrytych bliznami - Coś ty narobił?
Nie odpowiedziałem. Jej dłonie były delikatne, o gładkiej, zimnej skórze i idealnie wypielęgnowanymi paznokciami, spiłowanymi na półelipsę.
Do tej pory myślałem, że mam wszystko pod kontrolą. Wraz z wejściem magi moje serce przyspieszyło, i to nie tylko przez jej urodę, wdzięk, jej głos tak denerwujący, że aż urzekający. Wraz z jej wejściem wiedziałem, że coś niedobrego wisi w powietrzu. Nie przyszłaby tu tylko po to, aby popatrzyć.
Poczułem się nieswojo.
- Wolno ci tu być? - spytałem chyba zbyt ostro.
- Rzuciłam czar na ochronę - odparła. Przejechała po moich ramionach, powodując przyjemne mrowienie i ściągnęła je. Poczułem chłód.
- Nie przyszłaś mi życzyć powodzenia, Ren - to nie było pytanie.
- Nie - odparła - Wręcz przeciwnie.
Zrobiła krótką pauzę. Rozpiąłem pasek spodni.
- Chcę, abyś przegrał.
To mnie zaskoczyło. Cwana kobieta.
- Dlaczego?
- Nie jesteś podatne na moje czary, przez co nie mogłabym tobą pokierować podczas finału. Ty reprezentujesz barona Dreanyl, z którym założyłam się o pewną rzecz...
- Kolejny magiczny składnik? - rzuciłem z ironią, odwracając się gwałtownie - Ren, ty się jeszcze nie poddałaś?
To był mój błąd. Jej oczy napełniły się płonącą furią.
- Jeśli nie obchodzi cię jego los, możesz to zrobić tylko dla mojej satysfakcji i pieniędzy, czym plugawisz swoją zawodową karierę. Ja chcę odzyskać swoje dziecko.
- Roth przepadł, Ren...
- Milcz! - wrzasnęła. Usłuchałem. Zawsze tak reagowała, wiedziałem nie powinienem drążyć tego tematu. Nie znałem jednak desperacji matki, która straciła syna. Nigdy nie miałem swoich dzieci.
Szybko usunęła wściekłość ze swojej twarzy, zastępując ją wyrazem bezlitosnym, zimnym jak lód.
- Przegrasz - rzekła.
- Nie mam powodu.
- Tysiąc dwieście piętników.
- Jestem tylko prostym informatorem - miałem powoli dość tej waśni.
- Jesteś najemnikiem, kretynie - warknęła - Kiedy do ciebie dotrze, że nie możesz na siłę zmienić się w kogoś lepszego, niż jesteś. Myślisz, że jeżeli chcesz, możesz od tak porzucić swoje dotychczasowe życie? Śmierć za tobą idzie krok w krok, nie uwolnisz się od niej.
- Nie jesteś najlepsza w przekonywaniu, wiesz? - warknąłem.
- Zefir - powiedziała nieco cirplejszym tonem - Ta gra jest niebezpieczna. Nie wiem, jakie szaleństwo popchnęło cię do udziału w tym cyrku, ale...
- Ale co?
- Ty dobrze wiesz, co. Ty wiesz, dlaczego przez tyle lat kryłeś się pod tymi wszystkimi kłamstwami, dlaczego wciąż starałeś się, aby nikt nie poznał twojej prawdziwej tożsamości. Wiedziałeś, jakie będą konsekwencje ujawnieniem prawdy przed światem, Zefir. Możesz jeszcze uciec. Przegraj. O przegranych nikt nie pamięta.
Usiadłem na polowym krześle, starając się zachować kamienny wyraz twarzy. Jednak ona czytała ze mnie jak z otwartej księgi, nie wiem, jak, ale już wiedziała, że dotknęły mnie jej słowa.
- A jeśli Zefir Lazare także jest kłamstwem?
- Flavia była prawdziwa.
Szlag by ją.
- Nie przyjmę tego zlecenia.
- Jeśli tego nie zrobisz, zmuszę cię.
Spojrzałem jej prosto w oczy. Ciemność nie przeszkadzała mi, żebym ujrzał jej determinację.
- Nie możesz mnie kontrolować - stwierdziłem.
- Twoja wola jest silna, to fakt - przytaknęła - Jednak tylko teoretycznie nie mogę cię kontrolować. Zrób to sam, a pozbawisz mnie wyrzutów sumienia, że pokierowałam twoimi strzałami nieco na wschód.
- Umiesz coś takiego? - spytałem.
Nie odpowiedziała.
- Nie umiesz - wyczytałem z jej drżenia pełnych warg.
Odwróciła się. Cholera jasna, czy ja zobaczyłem łzę?
- Zrobisz to. Proszę - powiedziała wyjątkowo opanowanym głosem. Nie załamał się ani razu - Choćby dlatego, że ten chłopiec traktował cię jak ojca.

***

- Rozpoczynamy Finał Turnieju Pięciu Królestw! - ogłosił z niezwykłym entuzjazmem herold - Panie i panowie, zapraszamy na trybuny, aby podziwiać największych łuczników naszego pięknego kontynentu pełnego wielkich wojowników! Wymienię ich jeszcze raz: Sierżant Cirilla Riannon, reprezentantka królestwa Armonii, która w poprzedniej rundzie przebiła serca wszystkim czterem lisom, i przyniosła ich łby przed oblicze władców. Równie piękna, co niebezpieczna.
Drugim finalistą jest, jakże tajemniczy strzelec, informator z królestwa Aire'a, zakapturzony Zefir Lazare, który utorował sobie drogę do finału trzema celnymi strzałami przeszywającymi ciała małych, zwinnych zajęcy, zdobywając tym samym dodatkowe punkty za trudność polowania! Kto wie, co kryje się w cieniu kaptura tajemniczego reprezentanta królestwa Aire'a? Czy gdy zwycięży, pokaże swoją twarz?
No i ostatnia! Gwiazda naszego półfinału! Cicha, beznamiętna piękność o włosach złotych jak łany dojrzałych zbóż w zachodzącym słońcu, o twarzy nieprzeniknionej i skupionej, zawodowej łuczniczki wielkiego wojska Tierra'y. W wielkim stylu i z niesamowitą gracją zestrzeliła latające w powietrzu na arenie trzy z czterech kukułek, zdobywając tym samym dodatkowe punkty! Brawa dla nich!
Finał rozpocznie się za kwadrans, nie wstajcie ze swoich miejsc!
Niesamowite, w jaki sposób ten człowiek zapowiadał ludzi z talentem. Z zwykłych łuczników zrobił bohaterów, i jedynie nieliczni z widzów wiedzieli, iż ich prezentacja wcale nie prezentuje się tak kolorowo.
Po pierwsze - oszukiwałem. Jednak to zdolność wrodzona, nikt się nie zorientował, a ja działałem instynktownie, niespecjalnie starając się rezygnować z wygód.
Po drugie - wszystkie zwierzęta były podzielone na dwie grupy po dwa: nafaszerowane trucizną osłabiającą i pobudzającą. Tylko dla nich się liczyło, które zabijesz. W ten sposób oceniano strzelców. Wszystkie zwierzaki czekała śmierć.
Szedłem między namiotami, kierując się na główne pole, gdzie miał odbyć się finał. Polegał na podrzucanych 5 jabłkach na ponad 25 sążni. Strzelec, który trafi więcej, zanim te upadną, wygrywa. Gdyby zdarzyłby się remiz, oceniana była celność. Im bliżej środka jabłka tym lepsza ocena.
"Twoje wybory popychają zwykłych ludzi do głupich czynów, Cieniu."
Zamarłem. Nie wiedziałem skąd dochodzi głos, jednakże był przerażający, suchy, zimny i trzeszczał mi w głowie. Zupełnie jak mróz.
Co do cholery...
"Nie 'co' tylko 'kto', Cieniu" nieznajomy delikatnie wytłumaczył, że czyta mi w myślach. Dobrze wiedzieć.
"Nie wygrasz tych zawodów, Cieniu. Nie pozwolę ci na to."
Czy i ty jesteś od Reneste?
"Nie. Nie chcę tylko, abyś przegrał w sposób taki, jaki ci się umyślił. Nie. Chcę, abyś został zdyskwalifikowany."
Dyskwalifikacja? W jaki sposób?
Szukałem dyskretnie postaci, która wdarła się do mojego umysłu. Znałem się nieco na telepatii, wiedziałem, że wymaga specjalnego daru i wzrokowego kontaktu, jednak istnieli i tacy, którzy potrafili wedrzeć się do umysłu poprzez samo patrzenie na tą osobę. Miałem w głowie mistrza telepatii.
"Masz rację, wiele lat powiększałem swój talent. Można mnie nawet nazwać mistrzem. Wyobraź sobie, że stoję teraz w zasięgu twoich sztyletów, ale nawet nie wiesz gdzie. Bawi mnie twoja niewiedza."
Co zamierzasz?
Starałem się wyczyścić umysł z wszelkich myśli, co jednak teraz było tak trudne, że aż niemożliwe. Przeklęta Reneste.
"Ta maga jest dla mnie niebezpieczna." rzekł "Jeśli dostanie to, o co się założyła, stracę coś. Bezpowrotnie."
Myślisz, że mnie to obchodzi?
"Och, jestem tego pewien." Niemal potrafiłem sobie wyobrazić jego minę, gdy to mówił "Ona zginie, jeśli wygrasz, lub spełnisz jej prośbę."
Grozisz?
Nad moim ramieniem ze świstem przeleciało ostrze i zadygotało, gdy wbiło się w jeden z pali namiotów, niedaleko mnie. Odwróciłem się, wykorzystując przejście, lecz... Niczego nie zobaczyłem.
"Tak."
Czego chcesz?
"Żebyś zrobił to, co robisz najlepiej, Cieniu."
Kogo?
"Barona Dreanyl."
Dlaczego?
"Powiedzmy, ten zakład jest dla mnie niebezpieczny."
'Wiedziałeś, jakie będą konsekwencje ujawnieniem prawdy przed światem, Zefir.' - tak powiedziała Reneste jeszcze przed godziną. Cholera jasna. 'Śmierć za tobą idzie krok w krok, nie uwolnisz się od niej.'
"Nie uwolnisz się od niej" powtórzył jej słowa "Oszukujesz się, myśląc, że możesz żyć jak zwykły obywatel, oszukujesz się, zbaczając ze ścieżki krwi, z drogi zabójcy. Tobie płacą za śmierć. Nie za robienie min. Jesteś zabójcą, Zefirze. Zawsze nim byłeś. Nic tego nie zmieni."
Szlag z tobą.
"Twoja ukochana jest w zasięgu moich ostrzy, a ty nie masz wiele czasu. Nie powstrzymasz mnie, jeśli podczas swojego występu nie ugodzisz barona w oczy dwiema strzałami. Chyba to potrafisz, prawda? Twój żałosny talent ci chyba na to pozwala, hm?"
Nastąpiła cisza, w której moje myśli piętrzyły się i gnały przez mój umysł. Mógł wyczytać wszystko. Dosłownie. Ale nie mogło to trwać długo, wszystkie magiczne talenty wyczerpywały.
"Jeśli ci na nich zależy..." to były ostatnie słowa telepaty. Potem ucichł.
Na "nich". Cholera, on wiedział wszystko.

***

Cirilla oddała już swoje strzały.
Nadeszła moja kolej.
Z mocno bijącym sercem podszedłem do linii wyznaczającej miejsce, z którego strzelali zawodnicy. Sierżant trafiła w trzy jabłka. Nieźle.
W mojej głowie toczył się konflikt. Zamachowiec nie był głupcem. Nie pokazał swojej twarzy, ale mnie znał doskonale, a ja jego nie. Przez moje rozproszone myśli wdarł się do mojego umysłu, stwarzając w nim chaos. Zabójstwo barona na oczach wszystkich skazywało mnie na wieczną ucieczkę, straż na ogonie. Nigdy więcej nie zaznałbym spokoju. Może po kilku latach wszyscy by o mnie zapomnieli. Może.
Gdzie bym uciekł?
Herold wykrzykiwał coś z entuzjazmem, jednak ja go nie słyszałem. Znalazłem wzrokiem magę. Krucze włosy mieniły się w słońcu, upięte w misterny, idealny kok, a biała, jedwabna suknia dodawała jej urodzie blasku. Rozmawiała z moim baronem. Krew z oczu ubrudziłaby jej ubranie.
Nie wiedziałem, kto jest potencjalnym zamachowcem. Nie wiedziałem, w kogo mierzyć, aby ją uratować. Wiedziałem, że nie otrzyma tego, czego chce. Może uchroniłbym ją przed nabieraniem nadziei, jak powietrza do mydlanej bańki, która miała w końcu pęknąć i przepaść.
Ona się nie poddawała. Zakochała się w oczach tego bystrego chłopca. Były jak jej. Chciała go z powrotem. Nie wiem, czy w nadziei, że i ja wtedy wrócę, choć wiem, że o tym marzyła. Nie. To marzenie jest nieosiągalne, Ren.
- Gotowy? - zapytał mnie technik.
Z trudem oderwałem od niej wzrok, choć nie przestałem badać otoczenia. Może bym zdołał jeszcze kogoś...
Uniosłem łuk. Między wolnymi palcami miałem jeszcze cztery strzały.
- Wyrzucaj - nakazałem.
Owoce, przy akompaniamencie głuchego trzasku małej katapulty wyleciały powietrze. Moje oczy jednak nie były skupione na nich, a na oczach człowieka, który mnie kupił.
Wybrałem miejsze zło.

<Rozumiem, jeżeli nie zrozumieliście z tego nic. Sama ledwo ogarnęłam swoje życie, a co dopiero Zefira. Rozumiem też, jeżeli nje zdobędę głosów i szczerze, nie będę tym faktem załamana. Ludzie tu mnie za bardzo nie znają, choć i tak będę rozczarowana, jeśli będziecie głosować pod taktem - 'O, lubię ją, znam ją, chcę, żeby wygrała, to na nią zagłosuję.' Ej, bądźmy poważni. Nie zależy mi na nagrodzie w żadnym wypadku (i pewnie dla tego spisałam Zefira na straty), ale liczę na waszą uczciwość. Życzę powodzenia rywalkom i z góry gratuluję zajętych miejsc ^^
Pozdrowienia, Talon>

Opowiadanie turniejowe - Elisabeth

Z błogiej drzemki wyrwało mnie głośne łomotanie do drzwi. Czego oni ***** ode mnie chcą o tej porze? Jest dopiero 5:45. RANO. Chcąc niechcąc wstałam i podeszłam do drzwi. Otworzyłam je jednym mocnym szarpnięciem. Po drugiej stronie stał niespełna dziesięcioletni chłopiec na posyłki.
-Czego?- spytałam lekko zirytowanym tonem.
Dzieciak podał mi ładną kopertę i czym prędzej zbiegł ze schodów. Zamknęłam ciężkie, dębowe drzwi i usiadłam na fotelu. Wtedy zauważyłam, że list zapieczętowany jest królewską pieczęcią. Uniosłam brwi i otworzyłam kopertę. Oto co w niej znalazłam:

Elisabeth!
Z dumą chciałam poinformować cię iż za dokładnie trzy dni odbędzie się finał zawodów łuczniczych, na który serdecznie zapraszam cię w charakterze uczestnika.
Mam nadzieję, że mnie nie zawiedziesz.
Władczyni Królestwa Tierra'y
Lyrinn Scuttenbach

Ze zdumieniem przeczytałam list parę razy cały czas nie wierząc własnym uszom. To znaczy oczom. Przeszłam do finału! A przecież wcale się nie starałam. Znowu spojrzałam na kartkę. Mam dwa dni na ćwiczenia, ponieważ jeden dzień muszę poświęcić na dojazd do Armonii. Rzuciłam okiem na mój łuk. Był brudny w błocie po mojej ostatniej wyprawie do lasu - muszę go oddać do czyszczenia. Przysięgłam sobie, że od tej chwili cały czas będę ćwiczyła, aż do osiągnięcia perfekcji. Mam na to, co prawda, tylko dwa dni, ale dam radę.

~Dwa dni później~

Ze snu ponownie wyrwało mnie pukanie.
-Tak? - zawołałam i zerknęłam na zegar naścienny. Wskazywał dokładnie 4:00 rano.
-Panienka kazała mi panienkę obudzić - odparła Mandy, moja pokojówka.
-Dzięki - powiedziałam i wstałam z łóżka. Dziś był Wielki Dzień. Miałam pojechać do Armonii
i wygrać turniej. Podeszłam do szafy i wyjęłam z niej moją najlepszą zbroję. Założyłam ją i wzięłam torbę z prowiantem na drogę, który wczoraj kazałam zapakować kuchni. Wzięłam łuk, kołczan i zapas strzał po czym wyszłam z komnaty i zamknęłam drzwi. Ruszyłam fo stajni. Crystal, gdy tylko mnie zobaczyła, zarżała i trąciła nosem moją torbę. To znaczy, że było w niej jedzenie dla klaczy, o które prosiłam. Osiodłałam ją i porządnie karmiłam. Gdy skończyła jeść skoczyłam na nią i wyjechałyśmy z zamku. Mijając bramę słyszałam jak strażnik woła za mną, że życzy mi powodzenia i w ogóle. Gdy wyjechałam z zabudowań popędziłam Crystal do cwału. I tak, niezmordowanie, jechałyśmy przez cały dzień by na wieczór dotrzeć do Zamku Królestwa Armonii. Gdy tylko dojechałam do bramy na drogę wyskoczyło dwóch strażników.
-Czego tu szukasz? - spytał jeden, a drugi dodał:
-I kim jesteś?
Pokazałam im przepustkę na zawody i wpuścili mņįė bez większych problemów. Zawołali jakiegoś chłopca, który zaprowadził mnie do mojej komnaty. Była niewielka, ale ro mi wystarczyło. Rzuciłam swoje.rzeczy na podłogę i wróciłam do Crystal, by przekazać stajennym jak się nią opiekować. Potem jeden że strażników, na moją prośbę, zaprowadził mnie do Księżniczki Anny. Nie wydarzyło się wtedy nic szczególnego i spokojnie wróciłam do komnaty.

~Pare godzin później~

Ta noc upłynęła spokojnie - nic mi się nie śniło. Rankiem wstałam wesoła i z radością poszłam na śniadanie. Po nim, równo o godzinie 12:00, miał odbyć się finał turnieju. Gdy sobie ro uświadomiłam ledwo mogłam coś przełknąć. Zmusiłam się do zjedzenia paru kawałków mięsa i parę owoców. Poszłam do komnaty i usiadłam na łóżku. Z kieszeni płaszcza wyjęłam talizman, który dostałam na urodziny i włożyłam go na szyję. Może przyniesie mi choć odrobinę szczęścia. Wtedy spojrzałam na zegar i oniemiałam. Było za dwadzieścia dwunasta. Złapałam łuk w rękę i zarzuciłam kołczan na plecy. Ile.siły w nogach popędziłam na arenę. Udało się- zdążyłam na czas. Okazało się, że strzelam jako ostatnia, więc mogłam spokojnie oglądać jak inni strzelają. Czułam się przy nich jakaś taka... beznadziejna? Nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos komentatora:
-A teraz nasza ostatnia finalistka! Elisabeth Black!
Wstałam z miejsca i.ruszyłam na środek areny. Gdy doszłam na miejsce, tłum na prawo ode mnie zaczął wiwatować. Domyśliłam się, że to widzowie z Tierra'y. Nie miałam jednak odwagi spojrzeć na nich, więc tylko uniosłam dłoń w geście powitania. Potem złapałam łuk i strzeliłam w sam środek tarczy. Tłum przyjął to brawami. Wzięłam drugą strzałę i nałożyłam ją na cięciwę. Dokładnie wycelowałam i znowu środek. Następne strzały również.były udane. Gdy ostatnia strzała wylądowała w samym środku tarczy, i nawet w części przeszła na drugą stronę, widzowie zaczęli owację na stojąco. Grzecznie ukłoniłam się i usiadłam na swoim miejscu. Po paru minutach sędziowie dali znak byśmy stanęli przed nimi. To znaczy wszyscy finaliści. Po mojej prawej stanęła Cirilla, a po lewej Zefir. Przygryzłam wargę i zacisnęłam pięści. Chyba musiało wyglądać to nieco jakbym była ranna czy coś, bo Cirilla spytała mnie szeptem:
-Wszystko dobrze?
Pokiwałam głową. W tym momencie sędzia wstał. Cały tłum ucichł, bo teraz miała się odbyć decydująca chwila. Moje serce waliło jak oszalałe. Mężczyzna odchrząknął i powiedział:
-Zwycięzcą dzisiejszego turnieju zostaje..

Opowiadanie turniejowe - Cirila

Zbliżałam się coraz bardziej do miejsca, w którym miał się odbyć finał turnieju. Ku mojemu zdziwieniu dostałam się do finału przechodząc przez eliminacje i półfinał, jednakże nie potrafię przyznać, czy strzelam z łuku na tyle dobrze, aby spotkał mnie ten zaszczyt. Zbytnio nigdy nie nastawiam się na jakieś miejsce – zawsze lepiej wbić sobie do głowy gorszą wersję, niż później być rozczarowanym. Nie zamierzam jednak kryć zaskoczenia, które miało miejsce po poznaniu wyników półfinału.
Dobiegały mnie już coraz to wyraźniejsze prychnięcia i stukanie kopytami, donośne głosy sprzedawców, wciskających ludziom ich śmieci. Na takim turnieju zawsze się od nich roiło, więc można było kupić wszystko - od koloru do wyboru, poczynając od kwiatów i ozdób kończąc na sprzęcie jeździeckim. Niemal natychmiast usłyszałam cięciwy, odbijające się od strzały w momencie jej wypuszczenia. Charakteryzował je trzask, a niekiedy syk lub krótkie „aua!” ze strony strzelającego, kiedy to naciągnięta skóra odbije się na ramieniu czy policzku. Trudno było zgadnąć, kto trenował, ponieważ mimo, iż jesteśmy tylko we trzech nie będę wnioskować zbyt pochopnie. Wiadomo, że przy takim turnieju dzieci za 1 PT mogą strzelić sobie strzałę, o ile będą umiały naciągnąć cięciwę. Zwykle jednak nie ruszały jej nawet o centymetr dalej niż w jej pierwotnej postaci, dlatego też strzała daleko nie leci. Łasi na pieniądze sprzedawcy nigdy nie zwracali na to uwagi – jeżeli cięciwa puściła drzewce, strzał został wystrzelony. I tak było zawsze. Pamiętam jeszcze za życia rodziców swój smutek, kiedy to nie zdążyłam naciągnąć cięciwy, a strzała spadła i łuk mi odebrano.
Pierwsze miejsce, gdzie się udałam było oczywiste: stajnia. Nie chętnie oddałam Kickera w ręce stajennych zajmującymi się końmi podczas turnieju i wiem, że mój ogierek również nie miał na takie przywileje ochoty. Kicker nie lubi siedzieć w stajni, nie raz zdarzyło mi się płacić za zepsuty boks z powodu, że mój ukochany konik chciał się przejść i zepsuł zamknięcie od boksu. Mam nadzieję jednak, że w dzisiejszym dniu nie czeka mnie dużo przykrych niespodzianek.
Podeszłam do boksu, chcąc ujrzeć mojego przyjaciela. Siedział dokładnie w boksie czwartym, postawionym w stajni drugiej po lewej stronie. Na drzwiczkach był napis „Kicker”, a mniejszymi literami „Koń Andaluzyjski…” i reszta rzeczy, które nigdy się nie przydadzą dla przechodnia. Zwłaszcza, gdy ku mojemu zdziwieniu boks był pusty. Zanim zdążyłam się przestraszyć i zestresować, zadając sobie pytanie „Gdzie jest mój koń?” za mną wyrósł mężczyzna, a zaraz po tym usłyszałam głos.
- Pani, twojego ogierka rano przeniosłem na pastwisko. Strasznie wierzgał. – powiedział mi nagle jeden ze stajennych, dość młody, ale starszy ode mnie. Mówiąc to z zakłopotaniem złapał się za głowę. Chyba nie był pewny jak na to zareaguję, więc było mu chyba trochę wstyd, dlatego, że przeniósł Kickera bez mojej zgody. Ja się jednak uśmiechnęłam.
- Nic się nie stało. Proszę, zaprowadź mnie. – powiedziałam miło, a ten od razu odetchnął z ulgą. Odłożył widły, którymi wkładał siano i chłopak odwzajemnił uśmiech.
- Zapraszam za mną – powiedział i zaraz ruszył w stronę pastwisk turniejowych. Ku mojemu zdziwieniu nie było to jedno czy dwa pastwiska, lecz każdy ogier był w osobnej przedziałce, a Kicker był jedynym o tej godzinie wypuszczonym. Nie wiele czasu zajęło mi więc zauważenie mojego przyjaciela. Kicker sam, gdy zapewne poczuł mój zapach zarżał przeciągle, zarzucił czarną grzywą i z galopu przeskoczył belkę, zamykającą pastwisko. Stajenny stanął i widziałam tyle, że jego wielkie i przerażone oczy wpatrywały się w ogiera. Ja się zaśmiałam serdecznie i przeprosiłam za niego i zaproponowałam, że sama zaprowadzę go do czyszczenia.
- Nie ma sprawy. To ja już panią zostawię. – odpowiedział i nadzwyczaj prędko poszedł do swojej pracy.
Ja w tym samym czasie zaprowadziłam, a dokładniej patrzyłam, czy Kicker idzie za mną, ponieważ kantaru nie miał, a ja uwiązu nie wzięłam. Nie było żadnych problemów z Kickerem, więc szybko dotarłam do czyszczenia. Zaczęło się od ściągnięcia z niego kurzu zgrzebłem, poprawienie tego miękką szczotką. Kopystką wyciągnęłam zbędne brudy ze strzałki, a na koniec dokładnie rozczesałam grzywę i ogon. Nie było sensu robić mu specjalnych ozdób, koreczków i innych, ponieważ ogier sam w sobie się pięknie prezentował. Przynajmniej moim zdaniem.
Założyłam siodło, ogłowie i zaprowadziłam Kickera do boksu.
- Bądź grzeczny. Nie będziesz tutaj długo siedział. – powiedziałam i uśmiechnęłam się lekko. Odwróciłam się w stronę wyjścia. Usłyszałam znajome mi rżenie, kiedy wychodziłam ze stajni do mojego namiotu.
***
- Powodzenia w turnieju. – powiedziałam cicho, lecz na tyle głośno, aby Zefir i Elisabeth usłyszeli moje słowa. Mężczyzna bez słowa skinął głową w moją stronę, najwyraźniej życząc mi również pomyślności – nie musiał jednak używać słów. Kobieta natomiast również okazała się małomówna, więc odpowiedziała krótko i zwięźle.
- Wzajemnie.
Tylko tyle mogłam usłyszeć od obu moich towarzyszy. Zarówno oni jak i ja, byliśmy małomówni, co więc miało się dziać, gdy siedzieliśmy razem? Na pewno nie dzieliliśmy swoich przeżyć między sobą. Każdy zapatrzony siedział i z opuszczoną głową.
Elisabeth dorwała jakiś kawałek drewna i nie odzywając się, zaczęła go formować według własnego uznania swoim nożem, który trzymała obok pasa. Zefir wpatrywał się w jeden punkt, intensywnie myśląc, a ja zaczęłam bawić się swoją białą sukienką, plotąc z jej skrawka różne wzorki.
„A teraz swoje umiejętności zaprezentuje Cirilla Riannon na andaluzyjskim ogierze imieniem Kicker!” rozległ się głos. Wzięłam głęboki wdech i podniosłam się, a wzrok Elisabeth i Zefira powędrował za mną. Wyszłam przed namiot, a Kicker już był gotowy do działania. Na mój widok zarżał krótko i podniósł lewe kopyto do góry, energicznie je później opuszczając, a potem podnosząc prawe kopyto i poprawił rytuał. Był to dziwny znak, jednak ogier tak zawsze robił, kiedy wiedział, że jest to dla mnie ważne przeżycie. Było to coś w rodzaju otuchy.
- No to zaczynamy. – powiedziałam do konika łapiąc wodze i ostatni raz głaszcząc go po końskim nosie.
Zastukały podkute kopyta, wchodząc na arenę rozległ się głos wiwatów.

30 sierpnia 2015

Wyniki półfinału turnieju

Wyniki półfinału

Dyscyplina
łucznictwo

Statystyki brane pod uwagę: szybkość, zwinność, czujność

Cirilla - 85 pkt
Zefir - 75 pkt
Elisabeth - 70 pkt
Gabriel - 55 pt
Ramzes - 40 pkt

Do finału przechodzą: Cirilla, Zefir, Elisabeth
Gratulacje!


Macie czas do 09.09 na oddanie opowiadań konkursowych

29 sierpnia 2015

Wyniki losowania w eliminacjach

Oto wyniki losowania przeprowadzonego podczas
eliminacji
czyli pierwszego etapu turnieju!

Nagrody i ich zwycięzcy
ZŁOTĄ CHUSTĘ oraz awans do półfinałów otrzymują...
Zefir Lazare
Cirilla Riannon
Ramzes Dominion
Elisabeth Black
Gabriel Vint

Pozostałe nagrody
Ikalet Enamel - Ozdobna Tarcza
Sygna Cuttlefish - 10 pt
Alexandra Lottery - 10 pt
Daenerys Fuenga - Zestaw Eliksirów
William Christopher Arcady Whitener II - Róg Obfitości
Kiara Amitaczi - 10 pt
Melisandre Keinheart - Złota Woda
Namida Ferrars - Napój Miłosny
Finnin Hepoze - Czapka Wieku
Daphne Kalipso - Ozdobna Tarcz

Jeżeli kogoś interesuje jak zostały wylosowane nagrody, to wytłumaczę. Do każdej z nagród przypisano numer. Potem, idąc osobami, losowałam jeden numer i przypisywałam go danej osobie. Numery wylosowała ta strona.

GRATULACJE WYGRANYCH!

Wyniki półfinału jutro
Nagrody: 3x awans do finału, 2x 40 pt+OT

28 sierpnia 2015

Koniec zgłoszeń na turniej

Koniec zgłoszeń na turniej!
Jutro podamy wyniki losowania.

Zgłoszone osoby:
Zefir, Cirilla, Ikalet, Sygna, Alexandra, Daenerys, William, Kiara, Melisandre, Namida, Ramzes, Finnin, Elisabeth, Gabriel, Daphne Kalipso

W puli nagród:
5x Złota Chusta, 2x Ozdobna Tarcza, Zestaw Eliksirów, Złota Woda, Czapka Wieku, Napój Miłosny, Róg Obfitości, 3x 10 pt

26 sierpnia 2015

Pierwszy TURNIEJ Pięciu Królestw


*odgłosy trąb*
*werble*

MAMY ZASZCZYT OGŁOSIĆ

PIERWSZY
TURNIEJ
PIĘCIU KRÓLESTW

Nagrody główne
miejsce 1. zostanie autorem na blogu + zwiększenie rangi + 100 pt
miejsce 2. Boski Zestaw + 100 pt
miejsce 3. Złota Zbroja + 50 pt
reszta nagród to rzeczy ze sklepu i pt
---
W losowaniu bierze udział 5 ZC - czyli do półfinału może wejść 5 osób!
Nie ma losów bez nagrody. ;)
W tym turnieju nie liczą się statystyki koni.
Dyscyplina turnieju: Łucznictwo
---
Przypominam, że jeśli ktoś nie zna zasad turnieju, to zapraszam do zakładki "Turnieje".
---
ZGŁASZAJCIE SIĘ W KOMENTARZACH POD TYM POSTEM
podając imię swojej postaci i napis "zgłaszam się".
Zgłoszenia będą przyjmowane do 28.08.
29.08 losowanie i półfinał.
Szablon wykonany przez Tyler
Strona główna Starsze posty